Amor prosi o wsparcie!

data: 2016-02-20

AMOR - nasz prezent walentynkowy! Przeczytaj człowieku, nie badź obojętny!!! Plewiska - może ktoś kojarzy? 
My już się naprzeklinaliśmy i naryczeliśmy, dzisiaj przedstawiamy Państwu Amora, nasz prezent na walentynki, chociaż to chyba my byliśmy jego prezentem...
Poza oczywistym stanem jego skóry, sprawiającym mu ból i doprowadzajacym do samookaleczeń mamy jeszcze niecałe 19 kg mieszańca owczarka niemieckiego czyli przy jego posturze z jakieś 10 za mało. Żebra na wierzchu, rany, sączące się zmiany, łyse place, zgrubiałe stare urazy, podraznione opuszki, zapalenie spojówek, ropiejace uszy.....można by wymieniac długo ale w tym wypadku większośc widać już na pierwszy rzut oka. 
Jestesmy w trakcie wielu badań diagnostycznych, ale efekty ulgi po podaniu leków pierwszego rzutu widać było na drugi dzień!!! Przerażony i skulony psiak okazuje się NIEZWYKLE RADOSNY, niesamowicie kochany i przyjazny, o usposobieniu małego szczeniaczka. Wdzięczność tego psa objawia się w każdym jego zachowaniu, już zna swoje miejsce, pieknie wraca do swojego pokoiku w klinice i czeka na michę Emotikon smile jest bezproblemowy choć oczywiście nic nie umie ale bardzo chce współpracować, kochany, ufny, on poprostu dopiero zaczyna żyć!!!! Jego stan świadczący o poprzednich warunkach bytowania wywarł oczywiście wpływ także na jego zachowanie ale jest to do opanowania i Amor chce się nauczyć jak żyć! Niemniej jednak wpada czasami w panikę jak zostaje sam i jest ciemno, zaczyna piszczeć i skomleć, potem gonić ogon i podgryzać siebie w różnych miejscach, a na widok opiekuna podgryzać z radości jego, dosyć mocno, skacząc mu do twarzy, chcąc zwrócić na siebie uwagę ale to wszystko mija z dnia na dzień, szybko uczy się, że człowiek jest dla niego, że nie jest sam, że może na nas liczyć!!!

PLEWISKA - MIEJSCE ZNALEZIENIA
Przede wszystkim prosimy o kontakt wszystkich, którzy moga wiedzieć gdzie ten pies przebywał wcześniej, mogą znac jego "właścicieli=oprawców" są w stanie naświetlic nam chociaz jego historie!!! Kochani takie psy żyją, a w zasadzie egzystują obok nas, nie możemy być obojętni na taką okrutność!!! to nie jest tydzień zaniedbań z powodów losowych czy innych wymówek jakie słyszymy czesto, to miesiace znęcania się, nie ważne czy z głupoty, niewiedzy czy innych powodów....pies to przyjaciel i przywilej nie rzecz, nie można się godzić na taką głupotę, nie i koniec!!!

Po drugie, dobrze wiecie, że bez Was nie damy rady. Do schroniska go nie wyślemy, diagnostyka to finanse, leczenie to finanse i czas, i choć ostatnio mamy właśnie same przypadki naprogramowe (Tami, trzy koty w ciagu doby, Otto (o tym jeszcze bedzie:), itp itd) to Amor podbił nasze serca a obecnie najlepszym miejscem dla niego jest poprostu klinika gdzie ma i nas i opieke 24 h!!! Dziękujemy już Klinice Weterynaryjnej w Komornikach za zapewnienie mu opieki, miejsca i uwagi oraz anulowanie kilku opłat, nie mniej za leki trzeba zapłacić itp.
Jak zwykle poprostu błagamy, POMÓŻCIE, my dajemy tym zwierzętom siebie ale bez TWOJEJ złotówki nie damy rady!!! Pomóz nam ratować Amora i innych!!!

Fundacja Zwierzęce Marzenia
nr konta do wpłat
85 1090 1362 0000 0001 2380 8870 
z dopiskiem Amor

Maluszki proszą o wsparcie

data: 2016-02-18

Wczoraj był dzień "władców świata " :)smile emotica dzisiaj u nas dzień dzieciaków....takie oto małe gzuby nieśmiało się przedstawiają i baaaardzo proszą o puszeczki dla maluszków i grosika na szczepienia......są rozkoszne i w mikro rozmiarze a juz w weekend będą miec sesję foto więc zaczniemy oficjalnie szukać domków, tymczasem kochani wspomóżcie maluszki !!heart emoticon heart emoticon heart emoticon

Sobota wolontariusza fundacji

data: 2016-02-10

"Od rana adopcja psiaka (Hilton w nowym domku!) Wszystko ładnie, pięknie, sprawnie. Psiak szczęśliwy to i wolontariusze szczęśliwi. Sprawa załatwiona, czas do domu! 

Powrót jak powrót prawda? Przynajmniej dla naszej wolontariuszki. Tramwaj, autobus, ta sama trasa jak zwykle, ten sam widok za oknem autobusu co zwykle. Ale nie tym razem, tym razem coś się zmieniło, to niewielka kulka beżowego futerka skulona pod drzewem, widziana jedynie chwile. 
Nie ma co się zastanawiać, szybkie wciśnięcie przycisku STOP i wysiadka. Wszystkie siatki, torebka, wszystko zostawione kawałek od zwiniętej kulki żeby się nie wystraszyła. Ciepłe słowa powitania, delikatne. Podnosi się głowa, na ukucniętą dziewczynę spoglądają smutne oczy, totalna rezygnacja. Nie ma co się zastanawiać i myśleć co ludzie pomyślą, siada niedaleko psiaka i zajmuje się sobą. Mija parę minut suczka zaczyna się ruszać. Powoli wstaje, przeciąga się, rozprostowuje zastałe kości, ale nadal patrzy nieufnie. Rusza w kierunku pozostawionych siatek, wącha i odchodzi. I nastaje panika, a co jak wejdzie na ulicę, a co jak odejdzie i już jej nie zobaczę? Bez wahania woła suczkę i klepie udo, beżowa głowa obraca się i kieruje w stronę nawoływania, ale siada nieopodal. No cóż, trzeba coś zrobić. 
Wolontariuszka wyciąga smycz i podchodzi do suni, ta chwile siedzi, ale wie o co chodzi i pospiesznie odbiega. Zawód jakich mało, zaczyna uciekać od dziewczyny nie biegnie na oślep, jedynie oddala się. 
Chwilę chodzenia za suczką, rozmowa przez telefon w celu poradzenia się co robić, sunia dalej odbiega. Sprawa przegrana, ale dziewczyna się nie poddaje, trzeba jej pomóc! 
I w tym momencie zdarza się cud! Wolontariuszka tak zagadała się, chodząc w jedną i w drugą stronę po drodze nie zauważyła, że sunia za nią podąża! Jakim cudem? Co się stało, że od uciekania przeszła w podążanie? Dziewczyna nadal zadaje sobie to pytanie. 
Sunia ufnie kroczy u boku dziewczyny, jakby wyszły na spacer. Od domu dzieli je 1,5 km, ale trzeba spróbować, innej opcji nie ma, więc ruszają, obie, niczym wieloletnie przyjaciółki.
Po drodze parę wpadek, mała boi się szczekających psów, wbiega na ulicę, boi się podejść, lecz zaufała i szuka wzrokiem swojej tymczasowej opiekunki. „No chodź do mnie, no chodź” sunia nasłuchuje i podbiega, ruszają dalej.
Dochodzą do domu, bez wahania wchodzi na posesje, daje zamknąć za sobą bramę, posłusznie czeka przed domem (nie może wejść, w środku jest pies), dostaje wodę, jedzenie, w tym czasie zaczyna się walka, dobijanie, proszenie i przeklinanie. Straż nie odbiera, schronisko odmawia przyjazdu bez zgłoszenia przez straż. Błędne koło, frustracja i lęk, że suczka ucieknie. Mija półtorej godziny, dziewczyna dzwoni do drugiej wolontariuszki. „Jest sprawa, mam psiaka, bida jak nic, straż nie odbiera” „Jesteś w domu? Zaraz wychodzę, będę za pół godziny”. I radość, ktoś nas zabierze, już niedługo mała będziesz bezpieczna. 
Suczka jak gdyby nigdy nic śpi u boku swojej opiekunki, szczęśliwa, pełna ufności, ale nie pozwala jej się oddalać za daleko. Dotrzymuje jej kroku. Na myśl, że trafi do schroniska, że nie będzie wiedziała co się dzieje z tą cudowną sunią czuje jak jej się serce kraje. Ale sama jej nie zatrzyma. 
Samochód podjeżdża, zakładają smycz, wychodzą, czas wsiąść. Sunia nie chce, szarpie się i ostatecznie wyrywa, ale nie ucieka, stoi patrząc nieufnie na samochód, chce podejść do swojej opiekunki, ale z oddali słyszy szczekania psa, widzi jak ten biegnie w jej stronę, reakcja jest natychmiastowa, ucieka. Dziewczyny niewiele myśląc wsiadają do samochodu i udają się w ślad za nią. 
Mijają długie minuty, śladu suczki nie ma, ale się nie poddają, w końcu widzą znajomą beżową psine. Wysiadają. „No chodź do mnie, no chodź”. Sunia się obraca, nasłuchuje i podchodzi do opiekunki. Tym razem daje sobie założyć smycz, daje się podnieść i wsadzić do samochodu.
„To co, do schroniska?” „No tak”. Ruszają. Ale im bliżej schroniska tym więcej wątpliwości. Jest kochana, bezproblemowa, młoda. Szybki telefon do Pani prezes i szybka decyzja „dzwońcie do kliniki, pytajcie czy ją przyjmą” I wybuch radości w samochodzie, szczęście przeogromne, jest szansa, może będzie z nami. Telefon do kliniki, możemy przywozić. Jedziemy, potem będziemy się zastanawiać gdzie ją ulokować. Ważne, że będzie kontrola nad nią.
Zostawiamy ją w klinice, dzień później przyjeżdżamy. Sunia najedzona i wyspana wygląda o niebo lepiej. Rozpoznaje opiekunkę, nadal za nią chodzi. Zważona, odpchlona, odrobaczona po oględzinach. Parę kg musi przybrać, zapchlona, ale ogólny stan dobry. To jeszcze dziecko, kochane dziecko, u którego powoli widać radość w oczach. 
Suczka dostaje imię, Tamasha – co oznacza szczęśliwe spotkanie (jakby inaczej), ale wołamy na nią Tami. Wie już, że to o nią chodzi, a słynna kwestia „No chodź do mnie, chodź” nadal działa. 
Kolejnego dnia następna wizyta, zabawy z Tami, przepychanki, tulenie, mała pokazuje już brzuszek, radość jakich mało, ufa nam, czuje się bezpieczna. Zaczepia psiaki do zabawy, uwielbia być w ruchu, ale potrafi położyć się koło opiekunki. Na spacerze rewelacja, nie ciągnie, nie szarpie, kroczy delikatnie z opiekunem. Psiak marzenie"